Aktualności

Delle Stelle i Bole o Mediolan – San Remo

Christian Delle Stelle i Grega Bole opowiadają o swoich przygotowaniach i starcie w klasyku Mediolan – San Remo.

Dla Christiana Delle Stelle start w Mediolan – San Remo będzie czymś wyjątkowym. Włoch pochodzi i mieszka w Mediolanie, więc La Primaverę oglądał „na żywo” w dzieciństwie. Teraz sam stanie na starcie tego legendarnego klasyku.

Przygotowywałem się bardzo solidnie, wraz z moim trenerem, Luca Quinti. Moje treningi były bardzo długie i dochodziły nawet do 260 kilometrów. Ciężko będzie rywalizować z kolarzami, którzy jechali w Tirreno-Adriatico, albo Paryż-Nicea, ale na pewno łatwo się nie poddamy. Nigdy nie ścigałem się na tak długim dystansie, prawie 300km, wiec trudno przewidzieć jak zachowa się mój organizm. Czuję jednak, że moja forma jest bardzo dobra i liczę na dobry występ.

Fakt, że jako Mediolańczyk mogę wziąć udział w tym wielkim wyścigu, jest dla mnie powodem do wielkiej dumy. Jako dziecko często stałem przy trasie i oglądałem zmagania wielkich kolarzy. Zawsze liczyłem na to, że na metę wpadnie duży peleton. Właśnie takie końcówki najbardziej lubiłem oglądać. Szczególnie utkwił mi w pamięci wyścig w 2007 roku, kiedy wygrał Oscar Freire. Stałem wtedy na mecie i oglądałem wielki kunszt tego zawodnika. Myślałem wtedy, że też chciałbym wystartować  kiedyś w Mediolan – San Remo. Teraz moje marzenie się spełni.

Przy trasie dopingować będzie mnie wielu moich przyjaciół i rodzina, więc na pewno mogę liczyć na spore wsparcie. Będą mnie motywować do jeszcze większego wysiłku.

Dla Gregi Bole tegoroczny start w Mediolan – San Remo będzie czwartym w jego karierze. Po raz pierwszy finiszować jednak będzie na słynnej Via Roma, gdyż w ostatnich 6 latach końcówka miała miejsce na Piazzale Italo Calvino.

Co prawda nie przeprowadziłem wyjątkowo długich treningów, ale bardzo ciężko przepracowałem okres po Ruta del Sol. Spałem także w pokoju hipobarycznym, który odwzorowuje warunki panujące na zgrupowaniu wysokogórskim . W tygodniu poprzedzającym Mediolan – San Remo wykonałem dwa treningi po 6 godzin. Do tego doszło kilka wyścigów – w Holandii i czwartkowy GP Nobili Rubinetterie.

W tym roku finisz La Primavery wraca na swoje tradycyjne miejsce. Nie znam dokładnie finałowych metrów, ale jedno jest pewne. By liczyć się w tym wyścigu trzeba wjechać na szczyt Cipressy oraz Poggio na czele grupy. Ten kto zostanie tam z tyłu, na metę najprawdopodobniej przyjedzie ze stratą czasową.