Aktualności

Giro d’Italia: Rutkiewicz w ucieczce na morderczym etapie

Marek Rutkiewicz jechał w ucieczce dnia na bardzo wymagającym, 19. etapie Giro d’Italia. Odcinek z Gravellona Toce  do  Cervinia, z przejazdem przez trzy premie 1.kategorii, najszybciej pokonał Fabio Aru (Astana).

Dziś spora grupa chciała pójść w odjazd – opowiada Marek Rutkiewicz. – Na początku „szedł niesamowity gaz” i nasza grupka zaczęła się formować na niewielkim podjeździe, ok. 20 kilometrów po starcie. Bardzo mocno goniły nas ekipy prokontynentalne, które też chciały mieć swojego przedstawiciela w ucieczce. Trzymali nas na ok. 35-40 sekund, ale w końcu odpuścili. Później wypracowaliśmy sobie prawie 5 minut przewagi, ale Astana znowu zrobiła swój show i szybko zaczęła zmniejszać stratę.

Na początku pierwszego podjazdu 1.kategorii, odpuściłem gdy Visconti zaatakował. Wczoraj brałem udział w kraksie, przez którą odczuwam ból w ścięgnie pod kolanem i nie byłem w stanie od razu odpowiedzieć. Po 3-4 kilometrach wspinaczki poczułem się lepiej i doszedłem czołówkę, ok.3 kilometry przed szczytem. Na zjazdach ciągnąłem grupę. Gdy na kolejnym podjeździe Visconti znowu przyspieszył próbowałem za nim pójść, ale przez ból w prawej nodze nie byłem w stanie. Poza tym trzeba przyznać, że Włoch był dzisiaj bardzo mocny i zmęczył nas tymi skokami.

Jeden z najdłuższych i najcięższych etapów tegorocznego Giro d’Italia rozpoczął się od bardzo mocnego tempa. W pierwszej godzinie kolarze pokonali aż 50 kilometrów. Bardzo trudno było utworzyć przy takiej prędkości ucieczkę, ale ostatecznie udało się odjechać 9 kolarzom. Wśród nich był Marek Rutkiewicz. Jechał on w towarzystwie Carlosa Betancura, Matteo Montagutiego (obaj Ag2r), Diego Ulissiego (Lampre), Giovanni Viscontiego (Movistar), Johana Chavesa (Orica), Pavla Kochetkova (Katusha), Nicka Van der Lijke (Lotto NL) i Vasila Kiryienki (Team Sky).

Początkowo peleton nie pozwalał czołówce zdobyć zbyt dużej przewagi i różnica utrzymywała się na poziomie jednej minuty. Gdy grupa zasadnicza w końcu zwolniła, uciekinierzy zdołali wypracować 4:40 zapasu.

Na pierwszym (z trzech) podjeździe 1.kategorii, pod Saint Barthelemy ucieczka się rozsypała. Rutkiewicz lekko został i samotnie gonił prowadzącą czwórkę – Chavez, Kiryienka, Visconti i Kochetkov. Kolarz CCC Sprandi Polkowice złapał jednak rytm i dołączył do czołówki przed szczytem.

Na kolejnym trudnym wzniesieniu, pod Col Saint-Pantaleon, grupka ponownie się podzieliła. Visconti zaatakował u samego podnóża. Rutkiewicz próbował odpowiedzieć na ten ruch, ale nie był w stanie utrzymać tempa Włocha. Polak został doścignięty przez peleton 38 kilometrów przed końcem.

Visconti kontynuował samotną przygodę na czele i objął prowadzenie w klasyfikacji górskiej. Został doścignięty na ostatnim podjeździe, 11 kilometrów przed szczytem. W peletonie nie było już wtedy kolarzy CCC Sprandi Polkowice.

Chwilę później główni faworyci rozpoczęli ataki. Ten najbardziej zdecydowany i przeprowadzony w odpowiednim momencie był autorstwem Fabio Aru. Kolarz Astany przeciął kreskę samotnie i wygrał etap. 28 sekund za nim zameldował się Ryder Hesjedal, a trzeci był Rigobert Uran (Etixx – Quick Step), ze stratą 1:10.

Branislau Samoilau ukończył zmagania na 43.miejscu, a Marek Rutkiewicz przyjechał tuż za nim, na 44.pozycji (ze stratą 18:58). Sylwester Szmyd był o oczko niżej, 44 (22:46).