Aktualności

Giro: Paterski i Samoilau w ucieczce dnia, Bole 11.

Po raz drugi z rzędu, w ucieczce dnia byli przedstawiciele CCC Sprandi Polkowice. Na 3.etapie Giro d’Italia, liczącym 136 kilometrów, o zwycięstwo walczył Maciej Paterski, a w prowadzącej grupce towarzyszył mu Branislau Samoilau. Dodatkowo Grega Bole był bliski wywalczenia miejsca w pierwszej „5”, ale kilkaset metrów przed metą z rytmu wybił go… kibic. 

Dzisiejszy etap był krótki, ale bardzo ciężki. Nie czułem się wyjątkowo dobrze, ale mam nadzieję, że noga się jeszcze rozkręci. Trasa etapu była kręta, przewagi niewielkie i bardzo trudno było samochodom technicznym przedostać się do ucieczki. Mieliśmy z tego powodu trochę kłopotów z otrzymaniem jedzenia i picia i musieliśmy sobie jakoś radzić, czasami pożyczając od innych ekip. Nie było łatwo, szczególnie przy tak wysokiej temperaturze. Niektórzy kolarze źle znoszą pierwsze upały i na podjazdach wielu zawodnikom dokuczały kurcze. Był to jeden z powodów, dlaczego na metę wjechał dziś przerzedzony peleton – powiedział Maciej Paterski.

Jutro kolejny odcinek dla uciekinierów. O tym, czy spróbuję także tam odjechać zadecyduje samopoczucie dnia. Trudno cokolwiek planować. Etapów jest wiele i do każdego będziemy podchodzić oddzielnie.

„Pomarańczowi” atakowali już od samego startu, w Rapello. Jako jeden z pierwszych ruszył wczorajszy uciekinier, Łukasz Owsian. Jego akcja została skasowana, a po chwili na czele zastąpiła go duża, 25-osobowa grupa. Jechali w niej Maciej Paterski i Branislau Samoilau, a także utytułowani Tom Boonen, Diego Ulissi, czy też Philippe Gilbert.

Ucieczka nie jechała długo w takim zestawieniu. Co chwilę ktoś próbował oderwać się od rywali. Po jednej z takich akcji Paterski odskoczył wraz z trójką Edoardo Zardini (Bardiani – CSF Pro Team), Rubén Fernández (Movistar) i Silvan Dillier (BMC Racing). Zostali oni jednak doścignięci przez swoich wcześniejszych towarzyszów z odjazdu (nie było w nim już jednak Boonena).

Na podjeździe pod premię górską 2.kategorii, Samoilau i Paterski nadawali w ucieczce bardzo mocne tempo. W wyniku tego przyspieszenia w czołówce pozostało 13 kolarzy. Peleton przez cały dzień kontrolował przewagę, która wcześniej utrzymywała się na poziomie poniżej 2 minut, a na wzniesieniu wynosiła ok. 50 sekund.

Na szczycie zaatakował Pavel Kochetkov (Katyusha), wygrywając premię górską. Kontynuował on samotną jazdę na czele, aż do momentu, gdy do mety pozostało 10 kilometrów. Wtedy dołączył do niego Paterski i dwóch innych kolarzy, którzy z nim wystrzelili z grupki – Simon Clarke (Orica GreenEDGE) i Adam Hansen (Lotto-Soudal). Peleton był bardzo blisko i walka o zwycięstwo etapowe Macieja Paterskiego i pozostałych uciekinierów, zakończyła się ok. 4 kilometry przed końcem.

O wszystkim zadecydował sprint z grupy zasadniczej, a w nim najszybszy był lider wyścigu, Michael Matthews (Orica-GreenEDGE). Na finałowych kilometrach Grega Bole jechał na dobrej pozycji, tuż za Australijczykiem, ale kilkaset metrów przed kreską zahaczył o stojącego za barierkami kibica, chcącego zrobić zdjęcie. Wybiło go to z rytmu, stracił dobrą „miejscówkę” i ostatecznie zameldował się na 11.pozycji. Na mecie okazało się, że ma rozcięty, posiniaczony bark i zakrwawioną koszulkę,

Inny z „pomarańczowych”, Sylwester Szmyd, który przed wyścigiem nastawiał się na klasyfikację generalną, stracił dziś kilka minut z powodu obrażeń poniesionych na wczorajszym etapie.

Jutrzejszy etap z Chiavari do La Spezia to kolejna szansa dla kolarzy, którzy specjalizują się w odjazdach. Na przestrzeni 150 kilometrów nie ma praktycznie kilometra płaskiego, a finałowe kilometry prowadzą po zjeździe.