Aktualności

Jakub Kaczmarek wraca do ścigania – wywiad

Startem w Memoriale Grundmana i Wizowskiego Jakub Kaczmarek wraca do ścigania po ciężkiej kontuzji, którą odniósł na początku sezonu. 22-letni kolarz opowiada o tym nieprzyjemnym wypadku, ciężkim procesie powrotu do zdrowia oraz radości z treningów i jazdy na rowerze.  

CCCsport.eu: Jak wyglądała ta kraksa, co się wtedy stało?

Jakub Kaczmarek: Pamiętam, że była to niedziela. Jadąc drogą z pierwszeństwem, przy naprawdę dobrej widoczności, z drogi podporządkowanej zauważyłem nadjeżdżający samochód. Nie spodziewałem się, że kierowca się nie zatrzyma. Gdy zobaczyłem, że kierowca zbliża się szybko do skrzyżowania wcisnąłem na hamulce. Kierowca ścinając zakręt wjechał prosto na mnie, a ja nie miałem gdzie uciec. Przeleciałem nad samochodem i upadłem na szosę. Później przez pół godziny czekałem na karetkę, leżąc na asfalcie.

Jakie odniosłeś obrażenia?

Gdy upadłem wiedziałem, że nie jest dobrze. Spojrzałem na moje nogi i już wtedy widziałem, że moja prawa noga jest złamana. W szpitalu okazało się, że doszło do złamania w udzie i dodatkowo w nadgarstkach u prawej i lewej ręki

Jak przebiegał proces dochodzenia do zdrowia?

Po przyjeździe do szpitala lekarz założył mi wyciąg, z którym spałem i na drugi dzień miałem jedną operację po drugiej operacji. Cały następny tydzień był dla mnie najgorszym w życiu. Prawie w ogóle nie mogłem spać. Po wyjściu ze szpitala było już trochę lepiej, zaczynałem rehabilitację i chciałem jak najszybciej móc zacząć chodzić samodzielnie bez kuli. Rehabilitację miałem praktycznie codziennie, poza tym wykonywałem ćwiczenia rozciągające i wzmacniające nogę, która była złamana.

Jak wyglądały twoje pierwsze treningi?

Po 6 tygodniach od wypadku lekarz pozwolił mi na delikatne pedałowanie na trenażerze. Dla mnie to było bardzo dużo. Cieszyłem się, że mogę już coś robić. Po kolejnej wizycie, która miała miejsce 10 tygodni po wypadku, lekarz pozwolił mi na jazdę na rowerze na zewnątrz. Zaczynałem od krótkich treningów, takich jak w okresie przygotowawczym w zimie. Z czasem dodawałem więcej kilometrów.

Kto pomagał ci w powrocie do zdrowia i formy?

Pomagało mi bardzo wiele osób. Dostałem natychmiastową pomoc od klubu który zakupił maszynę, która pomaga w szybszym gojeniu się kości. Mogłem też liczyć na pomoc lekarza klubowego, Piotra Kosielskiego, fizjoterapeuty Bartosza Czerwińskiego i całego sztabu szkoleniowego. Pomógł mi również mój były trener Krzysztof Perz. Do tej pory korzystam też z pomocy rehabilitanta Piotra Marcinkowskiego z Kalisza.

Pewnie był to dla Ciebie trudny okres pod względem psychicznym – jak sobie radziłeś w tym aspekcie?

Tak, nie był to dla mnie łatwy okres. Zwłaszcza pierwszy miesiąc po wypadku, ponieważ prawie nic nie mogłem robić – tylko ciężka rehabilitacja. Na szczęście z dnia na dzień było coraz lepiej. Wiadomość o tym, że mogę wsiąść na rower bardzo mnie podbudowała. Chciałem jak najszybciej wrócić do ciężkich treningów, ale wszystko trwało bardzo powoli. Wsparcie dostałem od rodziny, mojej dziewczyny Beaty, od kolegów, byłego trenera, klubu i wielu innych osób za co bardzo im dziękuje. Teraz zwracam uwagę na każdy samochód wyjeżdżający z jakiegokolwiek skrzyżowania. Ludzie nie uważają na rowerzystów i trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Jakie masz nastawienie na najbliższy wyścig?

Jestem pozytywnie nastawiony. Dużo trenowałem, byłem na zgrupowaniu w Karpaczu, gdzie ćwiczyłem po górach. Myślę, że będzie dobrze, choć nie wiem na ile mnie stać. To mój pierwszy wyścig po długiej przerwie bez ścigania i po tym starcie będę wiedział w jakiej jestem formie. Moim celem będzie pomoc kolegom z ekipy.