Aktualności

Jan Tratnik o powrocie do wielkiego kolarstwa w CCC Sprandi Polkowice

Jan Tratnik jest jednym z najbardziej utytułowanych kolarzy w historii istnienia polkowickiej ekipy. Zwycięzca Volta Limburg Classic, etapówki Tour of Slovakia, czasówek w CCC Tour – Grody Piastowskie oraz Coppi e Bartali, a także 10.kolarz mistrzostw świata w jeździe indywidualnej kończy swoją przygodę z „pomarańczowymi”, przechodząc po sezonie do drużyny Bahrain-Merida. W specjalnym wywiadzie udzielonym cccsport.eu, opowiada o tych dwóch latach spędzonych w CCC Sprandi Polkowice, jak w tym czasie zmienił się jako człowiek i kolarz oraz jak zdołał poradzić sobie z problemami, które utrudniały mu rozwój na początku swojej zawodowej kariery. 

Jakie jest Twoje najmilsze wspomnienie z tych dwóch sezonów spędzonych w CCC Sprandi Polkowice? 

Dla mnie każdy wyścig, w którym koledzy z zespołu mnie ochraniali w peletonie, pracowali i nadawali dla mnie tempo, był czymś wyjątkowym. Zapamiętam też zaufanie jakim obdarzyli mnie dyrektorzy sportowi. Dali mi szansę, by się pokazać, a jeden szczególny moment, który najlepiej utkwił mi w pamięci to ten, gdy zostałem wybrany do składu na 100. Giro d’Italia.

Ogromne wsparcie czułem też ze strony kibiców, również polskich i za to chciałbym im podziękować. Zawsze byłem niezwykle miło przyjmowany w Polsce i bardzo wiele to dla mnie znaczy.

Który sukces z tych dwóch lat był dla Ciebie tym najbardziej wartościowym?

Myślę, że wygrana w tegorocznym Volta Limburg Classic. Ułożyliśmy konkretny plan i potem się go trzymaliśmy. Udało się go perfekcyjnie zrealizować i zakończyliśmy wyścig zwycięstwem. Muszę jednak dodać, że każda wygrana jest dla mnie bardzo ważna. W ciągu ostatnich dwóch sezonów wywalczyliśmy kilka bardzo dobrych wyników i każdy z nich zapamiętam.

W pierwszej czasówce w Giro d’Italia 2017 zająłeś 11.miejsce i byłeś nieco zaskoczony tym rezultatem. Sprawiałeś wrażenie osoby, która nie zdawała sobie sprawy z tego, że dysponuje takim talentem do jazdy na czas. Czy to był etap, który zmienił Twoje nastawienie i w pewnym sensie Twoją karierę?

Tak, tak myślę. Do dziś pamiętam rozmowę z dyrektorem sportowym, Piotrem Wadeckim. Zastanawialiśmy się, czy powinienem dać z siebie wszystko, czy może odpuścić, by zaoszczędzić energię na kolejne etapy. Nie wywierał na mnie presji i dał mi wolną rękę do podjęcia decyzji. Z tyłu głowy miałem przekonanie, że powinienem spróbować. Dopiero 15 minut przed startem postanowiłem, że pojadę bardzo mocno pierwszą część i zobaczę wtedy jak będę się czuł. Zrobiłem tylko 5-minutową rozgrzewkę, prawie spóźniłem się na start, ale gdy ruszyłem na trasę wszystko zagrało perfekcyjnie. Jazda sprawiała mi ogromną przyjemność, czułem się znakomicie i gdy wjechałem na metę uświadomiłem sobie, że potrafię walczyć z najlepszymi w jeździe na czas.

Gdybym wtedy nie spróbował, być może do dziś nie wiedziałbym, na co mnie stać w tej specjalności. Nie skupiłbym się tak szczegółowo na przygotowaniach do kolejnych czasówek. Nie odnotowałbym w nich tak dobrych rezultatów i nie zająłbym 10.miejsca w mistrzostwach świata w Bergen. Więc tak, tamten etap zmienił moją karierę.

Byłeś też wielokrotnie częścią zespołu, który z sukcesami startował w jeździe drużynowej na czas. Co czyniło ekipę tak mocną w tych „drużynówkach”?

Tak, wiele razy jechałem z drużyną w TTT i praktycznie za każdym razem „wykręcaliśmy” dobry wynik. Mieliśmy w zespole kilku kolarzy, którzy świetnie sobie radzą w jeździe indywidualnej i każdy z nich dawał z siebie 120%. W wyścigu na czas trzeba wierzyć w siebie i zmusić organizm do maksymalnego wysiłku. Jeśli nie jesteś w stanie radzić sobie z bólem, nie będziesz dobrym czasowcem.

To co stanowiło o naszej sile był fakt, że zawsze trzymaliśmy się razem, nawzajem się wspieraliśmy i każdy chciał dać z siebie wszystko dla dobra grupy. Bardzo pomogły nam też testy w tunelu aerodynamicznym oraz na torze w Pruszkowie, po których mogliśmy ustawić optymalną pozycję na rowerze.

Czy zmieniłeś coś w treningu, przygotowaniach, nastawianiu po dołączeniu do ekipy CCC Sprandi Polkowice, co pozwoliło Ci się rozwinąć jako kolarzowi?

Tak, bardzo się zmieniłem od tego czasu. Przede wszystkim jestem bardziej zrelaksowany. Gdy myślę o sobie sprzed 3-5 lat, to widzę zawodnika, który za bardzo się wszystkim przejmował. Cały czas myślałem tylko o diecie, kilogramach, treningu i wynikach. To jednak nie przynosiło dobrych efektów. W CCC Sprandi Polkowice zmieniłem swoje nastawianie. Nie ciążyła na mnie presja. Gdy coś nie wychodziło, nie było paniki, czy nieprzyjemnej atmosfery. Dyrektorzy sportowi byli wyrozumiali i często mnie uspokajali mówiąc, „nie przejmuj się, to tylko jeden wyścig. W kolejnym pokażesz na co Cię stać”. To pozwoliło mi się zrelaksować, zacząłem czerpać większą przyjemność z treningów i startów. Bardzo pomogło mi też to, że praktycznie z każdym członkiem zespołu utrzymywałem przyjacielskie relacje, z każdym mogłem normalnie porozmawiać.

Gdy jedziesz na wyścig musisz się skupić na tym, by dać z siebie wszystko. Na to, czy to przełoży się to na dobry wynik nie zawsze masz wpływ. Często gdy wyścig zmierzał ku końcowi myślałem sobie: „Jan, jeśli pojedziesz na 100%, nie możesz na mecie mieć do siebie pretensji.” Zatem nawet jeśli nie udawało się przełożyć mocnej jazdy na wysoką lokatę, byłem zadowolony, gdyż zrobiłem wszystko na co tego dnia było mnie stać.

Wspomniałeś kiedyś, że przed przejściem do CCC Sprandi Polkowice miałeś w swojej karierze wzloty i upadki. Chcesz opowiedzieć o tych trudniejszych momentach, co je powodowało i jak udało Ci się wyjść na prostą w „pomarańczowej” ekipie?

W przeszłości miałem kilka ciężkich lat w mojej karierze. Zacząłem trenować kolarstwo w wieku 18 lat i bardzo szybko robiłem postępy. Gdy miałem 20 lat podpisałem pierwszy zawodowy kontrakt w World Tourze. Do tego momentu wszystko przychodziło mi stosunkowo łatwo, ale potem sprawy zaczęły się sypać. Miałem spore problemy ze zdrowiem, które wynikały z mojej niewłaściwej diety. Straciłem 8-10 kilogramów mięśni, mentalnie też byłem wypalony. Wszystko się załamało. Byłem słaby, nie miałem mocy w nogach. Myślałem tylko o diecie i zrzucaniu wagi. To nie było już kolarstwo, a błędne koło, z którego nie umiałem wyjść. Zmagałem się z tymi problemami przez 3-4 lata. W 2014 roku prawie skończyłem karierę, ale postanowiłem pościgać się przez jeszcze jeden rok, za darmo. Wtedy udało mi się rozwiązać moje problemy z jedzeniem. Wiele zawdzięczam mojej dziewczynie, Uršie, mojej rodzinie i przyjaciołom, którzy cały czas mnie wspierali. Urša wiedziała o moich problemach od samego początku i pomogła mi przetrwać ten ciężki okres. Nie byłbym w stanie z niego wyjść bez niej. Dzięki niej nadal się ścigam i nie wiem, co dziś bym robił bez jej pomocy.

Po 2014 wszystko zaczęło wracać na właściwe tory. Ponownie się zakochałem w kolarstwie, czułem się zdecydowanie mocniejszy, nabrałem wagi z 57 do 68kg, zacząłem wygrywać mniejsze wyścigi, co przełożyło się na większą pewność siebie. Znowu czułem się dobrze we własnej skórze. W sezonach 2014-2016 zanotowałem sporo dobrych wyników, ale żadna z większych ekip nie była mną zainteresowana. Wtedy z propozycją zadzwonił do mnie Piotr Wadecki. Po tej rozmowie byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Pamiętam jak przyjechałem na testy do Polkowic i następnego dnia podpisaliśmy kontrakt.

Walczyłem o powrót do profesjonalnego kolarstwa blisko 5 lat, cały czas wierząc w siebie, w to, że otrzymam szansę dzięki mojemu pełnemu zaangażowaniu. Pokazałem, że trzeba walczyć do końca i się nie poddawać. Jeśli dasz z siebie wszystko, to dojdziesz tam gdzie chcesz.

Czego będzie Ci brakować po odejściu z CCC Sprandi Polkowice?

Wszystkiego. To były wspaniałe dwa lata, których nigdy nie zapomnę.

Korzystając z okazji chciałbym podziękować Panu Dariuszowi Miłkowi, za danie mi szansy. Piotrowi Wadeckiemu, za to, że 2 lata temu do mnie zadzwonił i potem zawsze mnie wspierał, motywował i słuchał. Dziękuję też pozostałym dyrektorom sportowym i kierownictwu, masażystom, mechanikom, lekarzowi, fizjoterapeutom i kolegom z ekipy, z którym miałem przyjemność się ścigać. Co prawda nasze ścieżki się teraz rozchodzą, ale jestem przekonany, że znowu się spotkamy na najwyższym szczeblu kolarstwa.