Aktualności

Jarosław Marycz: „Opcja, by zasilić szeregi CCC była najkorzystniejsza”

Jarosław Marycz, który w ostatnim okienku transferowym zamienił ekipę SaxoBank-Tinkoff na CCC Polsat Polkowice, udzielił wywiadu portalowi naszosie.pl – zapraszamy do lektury.

 

Jarek, po trzech latach spędzonych w Saxo Banku wracasz do kraju. Co było powodem takiej decyzji, miałeś propozycje z innych ekip?

Powodów było kilka, na pewno jednym z główniejszych był słaby sezon, złożyło się na to wiele czynników. Stad tym samym brak konkretnych propozycji z ekip World Tour, dlatego opcja, by zasilić szeregi CCC była najkorzystniejsza.

Jesteś jeszcze młodym kolarzem, czy to jest tak, że czasem trzeba zrobić krok w tył, aby zrobić krok w przód? Przykładem może być Tomek Marczyński, który po sezonie spędzonym w CCC przeszedł do Vacansoleil.

Każdy ma wzloty i upadki, dlatego teraz może być tylko lepiej, a czas pokaże co będzie w przyszłości. Oczywiście przykład Marczyńskiego pokazuje, ze nigdy nie jest za późno by trafić do najlepszych ekip. Ja kocham swoją prace, robię to co lubię, to co sprawia mi przyjemność i na tym się koncentruję.

Jak podsumujesz te trzy sezony spędzone pod okiem Bjarne Riisa, a u boku Contadora, Cancellary, braci Schleck itd…?

Na pewno były to trzy świetne lata pod względem sportowym, zebrałem dużo doświadczenia, sporo mogłem się nauczyć, zarówno trenując, będąc pod okiem najlepszych profesjonalistów, ale także jeżdżąc u boku wspomnianych kolarzy. Zdobyte doświadczenie podczas największych wyścigów świata jest bezcenne i powinno to zaprocentować w przyszłości.

Rok 2012 zakończyłeś godnie – wygrana w kryterium na Japan Cup. Chciałeś coś udowodnić?

W sumie wtedy już wiedziałem że moja przygoda z duńska ekipa dobiega końca, a moja wygrana i tak niewiele by zmieniła mojej sytuacji, jednak chciałem z klasa pożegnać się z teamem, z kolegami, z obsługa, za te trzy sezony. Tutaj trafne byłoby stwierdzenie, że mężczyznę poznajemy po tym jak kończy, a nie jak zaczyna (śmiech).

Drużyna CCC w tym roku wygląda na bardzo solidną. W ekipie znaleźli się doświadczeni zawodnicy tacy jak Davide Rebellin, Marek Rutkiewicz czy powracający z zagranicy podobnie jak Ty Jacek Morajko. W przypadku wielu zaproszeń dla was ten rok może być naprawdę udany. W jakich wyścigach pojedziesz?

Każdy z zawodników będący w ekipie wnosi coś pozytywnego do drużyny i jestem przekonany ze z profesjonalnym podejściem i zaangażowaniem możemy razem wiele osiągnąć. Już niebawem wyruszamy do Argentyny, na Tour de San Luis, gdzie rozpoczniemy sezon. Następnie mamy zaplanowanych kilka wyścigów w Hiszpanii, lecz w ostatnich tygodniach , z racji kryzysu są one skracane wiec decyzję w których ja wezmę udział podejmę po konsultacji z dyrektorem sportowym w ciągu kilku następnych dni.

Dobrze czujesz się w belgijskich czy holenderskich klasykach. Pojedziecie jakieś wyścigi w tych krajach?

Z tego co wiem to tak, mamy także jednego ze sponsorów z Holandii dlatego będzie nam zależało o dobre występy w tamtejszych wyścigach.

Jak przebiegają Twoje przygotowania do sezonu 2013?

Obecnie trenujemy cala ekipa w Calpe, gdzie przebywamy na zgrupowaniu. Ja próbuje utrzymać kola chłopakom z ekipy, by nie dorabiać kilometrów i samotnie szukać drogi do hotelu, bo z tym to różnie bywa. Pogoda dopisuje, na drzewach pozostało sporo pomarańczy dlatego na wypadek gdyby wystrzeliły koreczki, to można śmiało coś zerwać i naładować bateryjkę (uśmiech).

Za dwa tygodnie ruszacie do Argentyny na mocno obsadzony Tour de San Luis. Jakie będą Twoje zadania na ten wyścig?

Moim zadaniem będzie nawiązać walkę z Contadorem i Rodriguezem w górach, a w sprintach będę mógł liczyć na pomoc Grzesia Stępniaka by móc zmierzyć się z Saganem czy też Cavendishem. Jeżeli będę miał gorszy dzień to coś pomogę chłopakom z ekipy na poszczególnych etapach (śmiech). A tak na poważnie, jest to pierwszy start, każdy z nas w jakiś sposób spędził okres zimowy, przygotowawczy, dlatego wyścig w Argentynie jest wspaniałą okazją do podniesienia formy. Tu warto wspomnieć że warunki pogodowe w Argentynie, w tym okresie czasu są wymarzone, dlatego przejechanie tylu kilometrów w tempie wyścigowym na pewno zaprocentuje dobrymi wynikami, sukcesami w późniejszym czasie.

Który z wyścigów będzie Twoim docelowym?

Staram się nie ograniczać i nie koncentrować tylko na jednym, czy kilku imprezach w których chciałbym być dobry. Jeżeli na jakimkolwiek wyścigu pojawi się szansa to na pewno z takiej opcji skorzystam, by ugrać coś dla siebie.

Kiedy Cię zobaczymy w Polsce, oficjalnie w pomarańczowych barwach? Sobótka?

Najprawdopodobniej tak.

Życzę powodzenia, dziękuję za rozmowę.

 

źródło: naszosie.pl, rozmawiał Marek (foto: naszosie.pl)