Aktualności

Pierwszy rok wśród zawodowców dla Alana Banaszka

 

Alan Banaszek ma zaledwie 19 lat, a już błyszczy w rywalizacji z elitą. Staje na starcie z myślą o wygranej i nie boi się bardziej doświadczonych i utytułowanych rywali. Porozmawialiśmy z mistrzem Europy juniorów z 2015 roku o jego pierwszym roku w zawodowym peletonie.

Za Tobą pierwszy rok w kategorii orlik. Czy było tak jak się spodziewałeś? Jakie wrażenia?

Szczerze mówiąc, nigdy o tym nie myślałem w tych kategoriach i nie analizowałem tego roku pod tym względem. Już w kategorii junior ścigałem się z najlepszymi rówieśnikami, czy to w mistrzostwach świata, czy to Europy, gdzie zdobyłem złoto, czy w wyścigach Pucharu Narodów. Dzięki temu ten przeskok nie zrobił na mnie aż tak dużego wrażenia. Od początku sezonu przygotowywałem się też ze starszymi zawodnikami i trenowałem podobnie jak oni.

W Karpackim Wyścigu Kurierów wygrałeś etap, czyli dosyć szybko odniosłeś pierwsze zwycięstwo w U23. Opowiedz o tym sukcesie. 

Bardzo nam zależało na tym starcie. Wiedzieliśmy co chcemy zrobić i wiedzieliśmy, że 1.etap odpowiada mojej charakterystyce. Koledzy idealnie mnie ustawili do sprintu, a ja wykończyłem ich pracę. Atmosfera w naszym zespole była znakomity podczas tego wyścigu. Najpierw wygrałem ja, a dzień później triumfował Michał Paluta. Na pewno mogliśmy wracać do domu zadowoleni.

W Wyścigu dookoła Mazowsza cały czas „kręciłeś się” w okolicach 5.miejsca. Czego Ci tam brakowało, by sięgnąć po wygraną?

Myślę, że odrobiny doświadczenia. Poza tym nie byłem wtedy w szczytowej formie i trochę brakowało mi mocy w nogach. Początkowo nie ja byłem wytypowany na lidera na ten wyścig, ale na pierwszym etapie trochę się pogubiliśmy. Miałem na końcowych metrach wystąpić w roli rozprowadzającego, ale sytuacja tak się ułożyła, że nie pozostało mi nic innego jak spróbować zafiniszować. Byłem trzeci. Na kolejnych etapach dwa razy zajmowałem 5.miejsce, kończąc zmagania na 6.pozycji.

Od początku sezonu mówiłeś, że szczytową formę ustawiasz na MŚ w Katarze.

Tak, to była dla mnie impreza docelowa i robiłem wszystko, by właśnie w październiku być w najlepszej dyspozycji. Myślę, że to się udało. 10.miejsce jest dobrym wynikiem, choć stać mnie na więcej. Źle się ustawiłem, a czułem, że nogi są mocne. Dostałem nauczkę i zebrałem doświadczenie. Może to i lepiej, że tak wyszło. Gdybym finiszował wyżej nie byłbym świadomy tego, co jeszcze muszę u siebie poprawić.

Zabrakło trochę szczęścia?

Szczęściu trzeba pomagać. Im więcej zbiorę doświadczenia, tym też później będę miał więcej szczęścia. W sprincie trzeba działać rutynowo i automatycznie. Tego mi zabrakło.

Jak przygotowywałeś się do mistrzostw świata i jak udało Ci się tak długo wyczekać z najwyższą formą?

Przez pewien czas odpuściłem bardzo mocne treningi, by ten szczyt formy nie przyszedł za wcześnie. W sierpniu pojechałem na dłuższe zgrupowanie do Zieleńca, a później trenowałem głównie przez starty i specjalistyczne, indywidualne treningi. Wiedziałem co muszę zrobić i na tym się skupiałem.

Plan treningowy opracowuję sam, choć sporo pomaga mi w tym mój tata. Sporo dyskutujemy, omawiamy dane z treningów i moje samopoczucie. Wiele uczę się od moich znajomych, którzy sami byli zawodowcami. Podpytuję, dowiaduję się i konsultuję. W młodszych kategoriach wiekowych wiele się nauczyłem. Mój tata sporo czasu spędził na rozmowach z trenerami. Sam też się ścigał, więc ma doświadczenie kolarskie. Myślę, że dobrze poznałem swój organizm i wiem jakich bodźców treningowych mi potrzeba, ale zdaję sobie też sprawę, że za jakiś czas będę musiał nawiązać współpracę z trenerem, by wykonać kolejny krok w rozwoju.

Skąd w Tobie ta zwycięska mentalność? Jadąc na MŚ nie chcesz być w „10”, tylko chcesz wygrać.

Po mistrzostwach Europy, w których wywalczyłem złoto mój apetyt na zwycięstwa wzrósł jeszcze bardziej. Tym występem nałożyłem na siebie presję, bo oczekiwania wobec mnie są teraz spore. Mi to jednak nie przeszkadza. Zawsze podchodzę do wyścigu z otwartym nastawianiem – co się wydarzy to się wydarzy. Wiem, że stać mnie na walkę o zwycięstwo – niezależnie czy jest to polski, czy zagraniczny wyścig.

No właśnie, masz już za sobą taki start, w którym nawiązałeś równą walkę z czołowymi kolarzami elity. W niemieckim klasyku Sparkassen Münsterland Giro finiszowałeś 6.

Bardzo podobał mi się ten wyścig. Trasa i warunki atmosferyczne mi odpowiadały. Padało, a gdyby wiało jeszcze mocniej, może udałoby się zająć jeszcze lepszą lokatę. Miałem wtedy dobrą nogę, bo do mistrzostw świata były tylko 2 tygodnie. Czułem się mocny. Końcówka była nietypowa, dla „klasykowców”. 10 kilometrów przed metą w głównej grupie jechało 150 kolarzy, a ostatecznie na metę jako pierwsza wpadła zaledwie kilkuosobowa czołówka. Pokazałem tym startem zarówno swoje możliwości sprinterskie, jak i predyspozycje do jazdy w wyścigach klasycznych.

Pomimo tego, że sprint z peletonu wychodzi mi nie najgorzej, nie chciałbym się szufladkować jako sprinter. Zobaczymy jak dalej moja kolarska kariera będzie się rozwijać. Ciągnie mnie do klasyków belgijskich, jak np. Ronde van Vlaanderen.

Po mistrzostwach świata pojechałeś w jeszcze jednym wyścigu, Abu Dhabi Tour, gdzie miałeś okazję ścigać się ze ścisłą czołówką sprintu. Dla kolarza w tak młodym wieku, rywalizacja z zawodnikami tego pokroju co Cavendish, Viviani, czy Nizzolo musi być niezwykłą przygodą.

Szczerze mówiąc w sprincie nie zwracam uwagi na to, kto obok mnie finiszuje. Po prostu chcę być na mecie pierwszy. Mam ogromny szacunek do każdego kolarza i tacy zawodnicy jak właśnie Mark Cavendish wzbudzają mój respekt, ale nie jest to powód, by odpuszczać koło, czy też omijać kogoś szerszym łukiem. Wszyscy jesteśmy na trasie by się ścigać i tak staram się do tego podchodzić. Jestem wojownikiem i jeśli stanąłbym na starcie myśląc o tym, by zrobić sobie zdjęcie z innym kolarzem, a nie koncentrując się na pokonaniu go, to od razu postawiłbym się na straconej pozycji.

Myślę, że spory wpływ na moją psychikę i mentalne przygotowanie do ścigania wywarł mój tata. Jest moim mentorem i nauczycielem. On nauczył mnie, że nie ma co się bać, tylko trzeba ryzykować.

Na jakie wyścigi nastawiasz się w sezonie 2017?

Będę chciał się pokazywać w każdym wyścigu z jak najlepszej strony i gdy tylko otrzymam szansę, postaram się z niej skorzystać.

Bardzo zależy mi na mistrzostwach świata w Norwegii. Myślę, że trasa mi odpowiada. Jest na niej sektor brukowy i prawdopodobnie będzie padać, co powinno zadziałać na moją korzyść. Jest tam co prawda ciężki podjazd, ale myślę, że nie jestem na nim bez szans.

Chciałbym też osiągnąć dobry wynik w drużynie w kolarstwie torowym. Tworzy się bardzo silny zespół i wierzę, że razem będziemy w stanie wiele osiągnąć.