Aktualności

Poznajcie Marcina Białobłockiego

Historia Marcina Białobłockiego jest równie niezwykła, co jego umiejętności w jeździe indywidualnej na czas. Od kierowcy wózka widłowego, po mistrzostwo Polski i zwycięstwo na etapie Tour de Pologne – tak wyglądała jego droga do CCC Sprandi Polkowice. 

Marcin Białobłocki pochodzi z Sokółki, koło Białegostoku. Tam zaczęła się jego kariera, w klubie SKK „Sokół”. Miał wtedy 12 lat i jak sam wspomina na początku była to głównie zabawa, gdyż o kolarstwie nie miał większego pojęcia. Po prostu podobały mu się rowery szosowe.

Byłem aktywnym dzieckiem. Trochę biegałem, pływałem, grałem w piłkę z bratem, ale to jazda na rowerze sprawiała mi najwięcej przyjemności – opowiada. – Swoje pierwsze zwycięstwo odniosłem właśnie w Sokółce, na bieżni na stadionie, podczas tzw. czwartków kolarskich. Było to jednak tak dawno, że nie pamiętam już szczegółów.

Na polskich szosach nie był w stanie w pełni rozwinąć swojego talentu. Nie widział większych perspektyw na kontynuowanie swojej przygody z rowerem i we wrześniu 2005 roku, postanowił wyjechać do Wielkiej Brytanii do pracy. Miał wtedy 22 lata, a w przeprowadzce towarzyszyła mu ówczesna dziewczyną, a dziś żona.

Najpierw pracowałem jako kierowca wózka widłowego, w małej wiosce, ok. 30 kilometrów od Bridgwater. Później przewinęło się kilka innych prac, a gdy postanowiłem wrócić do regularnych treningów, byłem zatrudniony w magazynie z owocami, na nocną zmianę – wspomina. – Po pracy spałem kilka godzin, szedłem na trening, po niej drzemka, znowu do pracy i tak w kółko. Żyłem zgodnie z tym planem przez około rok, w tym czasie wygrywając lokalne wyścigi.

W 2007 roku dostałem szansę ścigania sie we Francji, w klubie Torigni. Wyjeżdżałem tam regularnie, za każdym razem spędzając tam kilka tygodni. Ścigaliśmy się głównie w etapówkach i kryteriach. Od tamtej pory, dzięki pomocy znajomego mogłem skupić się na trenowaniu i wyścigach, bez konieczności podejmowania pracy zarobkowej w sezonie.

W 2011 roku podpisał pierwszy kontrakt z zespołem III dywizji, brytyjską drużyną Motorpoint – Marshalls Pasta. W jej barwach wygrał m.in. etap An Post Race. W kolejnych latach robił regularne postępy, wygrywając kryteria uliczne, kolejne etapy An Post Race oraz klasyfikację generalną tej imprezy w 2013 roku. Z każdym kolejnym sezonem zyskiwał coraz większą renomę w świecie kolarskim na Wyspach, o czym świadczą przezwiska, jakie otrzymywał – „Polish express” , „Polish assassin”, „Killer”, „Machine”. W Anglii reprezentował takie zespoły z licencją Continental jak – Node4 – Giordana Racing Team, Team UK Youth, Velosure – Giordana Racing Team, czy też One Pro Cycling (która w 2016 uzyskała licencję ProContiental).

Jako kolarz tej ostatniej grupy sięgnął po swoje największe sukcesy.

Zdecydowanie największą moją wygraną jest triumf etapowy w Tour de Pologne w 2015 roku. Było to dla mnie niesamowite przeżycie – zwyciężyć na etapie imprezy o tej randze i  to jeszcze w barwach narodowych – tłumaczy.

W tym samym roku, kilka tygodni wcześniej został też niespodziewanym mistrzem Polski w jeździe indywidualnej na czas. Po raz pierwszy zaprezentował w ten sposób swój wielki talent większej grupie odbiorców.

Chciałbym w przyszłości powtórzyć te wygrane. Marzy mi się też triumf na etapie Grand Tour, a także w mistrzostwach świata i Europy w jeździe indywidualnej. 

Marcin Białobłocki już kilka razy pokazał, że realizacja tych marzeń wcale nie jest tak odległa. Był 9. i 14. w światowym czempionacie oraz 9. w mistrzostwach Europy. Przemawia za nim także ogromny profesjonalizm.

Kilka lat temu, gdy jeździłem w  Team UK Youth, moim szefem był Nigel Mansell, mistrz Formuły 1, zwycięzca 31 wyścigów. To on uświadomił mi, jak ważny jest każdy szczegół i każdy ułamek sekundy. Dzięki jego inspiracji zacząłem używać pomiaru mocy i wgłębiałem się w szczegóły aerodynamiki.

33-letni kolarz wciąż mieszka w Wielkiej Brytanii (w miejscowości Bridgwater), z żoną i dwójką dzieci.

Rodzina jest dla mnie największą pasją, a dzieci potrafią zagospodarować cały mój wolny czas. Gdy znajdzie się jednak chwila lubię powędkować, albo pograć na PlayStation.