Aktualności

Smoleń: „Tylko złoto wchodziło w rachubę”

Dwa lata temu w Dolsku Wlkp. Tomasz Smoleń (CCC Polsat Polkowice) już raz stanął na podium mistrzostw Polski. Wtedy przegrał na finiszu tylko z Krzysztofem Jeżowskim – swoim ówczesnym kolegą z ekipy. W niedzielę w Złotoryi Smoleń powtórzył ten wynik. Tym razem wyprzedził go Tomasz Marczyński… również kolega z zespołu.

– To twój drugi srebrny medal ze „wspólnego” w karierze. Jak wrażenia po wyścigu?

Dobre. Złotoryjska pętla ewidentnie mi pasuje. Kiedy trzy lata temu odbywały się tutaj MP zająłem piątą lokatę. Powoli zbliżam się do pierwszego miejsca. Może za kilka lat będę mógł założyć biało-czerwoną koszulkę.

– Przystąpiliście do dzisiejszego wyścigu w szesnastoosobowym składzie. Niektórzy się nawet śmiali, że połowa peletonu jedzie w pomarańczowych koszulkach. Jakie mieliście założenia przed startem?

Najbardziej zależało nam na zwycięstwie. Inny wynik w ogóle nie wchodził w rachubę. Rywale też byli czujni i mocni. Wiedzieli, że postaramy się tutaj górować tym bardziej, że mieliśmy przewagę liczebną. Odjazd, w którym znalazł się Jacek Morajko, bardzo nam pasował. „Moraj” lubi takie trasy z niższymi podjazdami. Szkoda, że mu się nie udało obronić tytułu. Ale równocześnie cieszymy się, że dwa medale są u nas.

– Na kogo szczególnie uważaliście?

Na naszych kolegów zagranicy. Na Macieja Bodnara, Macieja Paterskiego czy Jarosława Marycza. Wszyscy reprezentują bardzo wysoki poziom. Silny był też Robert Radosz, który ostatnio jest w formie, i cała jego ekipa BDC.

źródło: s24.pl, rozmawiał wb