Aktualności

Tour of Croatia: Owsian drugi na górskim etapie po ambitnej walce

Po ambitnej walce i ogromnej pracy wykonanej na czele wyścigu, Łukasz Owsian zajął drugie miejsce na górskim, 5.etapie Tour of Croatia.

Info: Etap 5., 21 kwietnia, Rabac – Poklon (Ucka), 156,5km

Trasa: górska, meta na podjeździe (15km, 6,6%)

Tego dnia na zawodników czekała góra Ucka, która pokonywana była dwukrotnie, od dwóch różnych stron. Zawodnicy wspinali się na nią najpierw w połowie rywalizacji, a potem na metę. W obu przypadkach było ok. 15km pod górę.

Po starcie „pomarańczowi” byli bardzo aktywni. Atakował m.in. Jan Tratnik, który przez pewien czas jechał solo. Został on jednak wchłonięty i chwilę później oderwała się spora, kilkunastoosobowa ucieczka. Było w niej dwóch kolarzy CCC Sprandi Polkowice – Łukasz Owsian, który był w odjeździe też dzień wcześniej, a także sprinter, Marko Kump. W ciężkim górskim terenie grupka ta się rozsypała, ale Owsian cały czas jechał z przodu i często nadawał tempo. Ostatni podjazd pokonywał z trzema innymi, najsilniejszymi uciekinierami i przez większość wzniesienia to Polak pracował na czele. Ostatecznie w końcówce wyprzedził go tylko Manuele Bonaro (Bahrain-Merida).

Obecność w ucieczce Marko Kumpa dawała mi ten komfort, że jak współpraca zaczynała się psuć, ktoś odpuszczał zmianę, on wszystko układał na nowo i pilnował, by wachlarz działał tak jak powinien. Pracował tak długo jak mógł, do pierwszego podjazdu Ucka. Gdy odpadł, postanowiłem tam trochę przerzedzić ucieczkę, co się udało – opowiadał Owsian.

Początkowo walczyłem też o koszulkę górala, ale gdy zobaczyłem, że kolarz Aqua Blue Sport ściga się na premiach zacięcie i ma w swoim dorobku już trochę punktów z poprzednich dni, odpuściłem i skupiłem się na walce o sukces etapowy.

Na ostatnim podjeździe chciałem trzymać jak najdłużej swoje, mocne temp. I to się udało. Było kilka ataków, ale generalnie jechaliśmy równo, co mi bardzo odpowiadało. Gdy obracałem się za siebie widziałem, że rywale są już mocno zmęczeni, więc na finałowych, bardzo sztywnych 2 kilometrach, dalej mocno naciskałem na pedały. Nie mogłem odpuszczać, bo wiedziałem, że liderzy generalki są blisko i mogą nas doścignąć. Na 500m do mety zaatakował Boaro. Nie byłem już w stanie za nim podążyć i pozostała mi walka o drugie miejsce. Nie można mieć do niego pretensji za to, że nie pracował, gdyż ma w swojej ekipie lidera wyścigu, ale trochę złości jest, bo mógł odpuścić walkę o triumf etapowy.